Tworząc nowe wpisy (aż 3 na obecną chwilę czekają w kopiach na dokończenie i opublikowanie) postanowiłam dopisać jeszcze jeden (na szczęście nie wylądował w skrzynce tylko pofrunął jako trzeci na bloga), który jako tako "wypełni" czekanie tych, którzy łaskawie poświęcili czas na czytanie moich wypocin i chcą wiedzieć, co napiszę jeszcze. Tak na marginesie - naprawdę dziękuję. Serio. Dlatego wybaczcie, że wciąż nie mam nic gotowego, z tego, co zapowiadałam. Toteż przeglądając najbliższe premiery postanowiłam wrzucić listę filmów, których wyczekuję w tym roku. Może kogoś to zainteresuje, może ktoś z Was sam odkryje, że też ma na co czekać. Bo nie ma nic lepszego niż wyczekiwanie i śledzenie wszystkich nowych materiałów, jakie wypływają do sieci - to sprawia, że czekanie jest nie raz sto razy lepsze niż sama premiera.
Strażnicy galaktyki. No dobra, tego tytułu nie mogło zabraknąć. Umówmy się - jeśli widziało się Avengers, Iron Mana i kilka innych produkcji ze stajni Marvela to czekanie na SG po prostu obowiązuje każdego fana. No i kto nie chciałby widzieć szopa pracza mówiącego głosem Bradley Coopera, Groota dubbingowanego przez Vina Diesela i zielonej Zoe Saldany (która 4 lata temu była niebieska w Avatarze)? Niestety żaden z panów nawet w połowie nie zachęca mnie do filmu tak jak Lee Pace w roli Ronana Niszczyciela. Gość, który jest tak pięknym elfem w Hobbicie jest wystarczającym powodem, by chcieć obejrzeć coś, co raczej średnio mnie interesuje. A premiera niebawem, bo już za dwa tygodnie, dokładnie 1 sierpnia. The Rover. Znów to samo. Wystarczy jeden aktor, by wiedzieć, że chce się ten film zobaczyć już, zaraz. W przeciwieństwie do styczniowej premiery Laggies na Sundance ten premierę miał w maju na festiwalu w Cannes. Co więcej krytyka bardzo pochlebnie wyraziła się o roli Roberta Pattinsona, który gra upośledzonego zakładnika głównego bohatera, Erica (Guy Pearce), co jest obiecujące dla tych, którzy w talent biednego Roberta po Zmierzchu nie zwątpili. Patrząc na trailer i materiały, film wygląda bardziej niż zachęcająco, a Pattinson wydaje się najciekawszą postacią w filmie (przynajmniej dla mnie). Jeśli ta rola naprawdę jest tak dobra, jak się zapowiada, to chyba warto czekać na film. No i całość rozgrywa się w Australii, co tylko dodaje klimatu.
Na obecną chwile to tyle z wyczekiwanych premier. No dobra, w kolejce są jeszcze Jupiter ascending, Hobbit i Kosogłos (1 cz. ostatniego tomu Igrzysk śmierci), ale na to zwyczajnie nie mam sił, by pisać, tym bardziej, że w założeniu to miał być krótki wpis. Bardzo krótki. A wyszło, jak zwykle.
A teraz wieści parafialne. Nie wiem, czy wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale w nadchodzącym tygodniu czeka nas impreza w postaci Comic Con. Co prawda imprezować będą tylko ci, którzy przyjadą w tym czasie do San Diego, ale dla nas oznacza to wysyp nowych rzeczy odnośnie filmowo-telwizyjno-komiksowego świata, co sprawia, że wszyscy, którzy oczekują jakichkolwiek nowości co do ulubionych filmów, seriali, gier i komiksów zacierają ręce na myśl o środzie otwierającej ten dwutygodniowy zjazd. Prawdopodobnie pierwsze trailery najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku pojawią się właśnie na Comic Conach (Kosogłos i Hobbit! a dla niektórych również 50 twarzy Greya choć premiera dopiero w następnym roku). Studio Marvel skutecznie podgrzewa atmosferę newsami odnośnie nowych wcieleń postaci komiksowych (Thor jesienią będzie kobieta, a nowy Kapitan Ameryka czarnoskóry), więc wszyscy są ciekawi, co szykują na Comic Conach, tym bardziej, że niedawno ogłosili swoje filmowe projekty (a właściwie samo ich istnienie) co oznacza, że przez najbliższe 10 lat mniej więcej co roku będziemy mieć jakąś marvelowską ekranizację komiksu w kinach. Comic Cony oznaczają też, że przez najbliższe 2 tygodnie internet będzie pełny filmików i gifów ze spotkań ekip z fanami. To akurat dobra wiadomość dla bywalców Tumblra ;)
A teraz wieści parafialne. Nie wiem, czy wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale w nadchodzącym tygodniu czeka nas impreza w postaci Comic Con. Co prawda imprezować będą tylko ci, którzy przyjadą w tym czasie do San Diego, ale dla nas oznacza to wysyp nowych rzeczy odnośnie filmowo-telwizyjno-komiksowego świata, co sprawia, że wszyscy, którzy oczekują jakichkolwiek nowości co do ulubionych filmów, seriali, gier i komiksów zacierają ręce na myśl o środzie otwierającej ten dwutygodniowy zjazd. Prawdopodobnie pierwsze trailery najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku pojawią się właśnie na Comic Conach (Kosogłos i Hobbit! a dla niektórych również 50 twarzy Greya choć premiera dopiero w następnym roku). Studio Marvel skutecznie podgrzewa atmosferę newsami odnośnie nowych wcieleń postaci komiksowych (Thor jesienią będzie kobieta, a nowy Kapitan Ameryka czarnoskóry), więc wszyscy są ciekawi, co szykują na Comic Conach, tym bardziej, że niedawno ogłosili swoje filmowe projekty (a właściwie samo ich istnienie) co oznacza, że przez najbliższe 10 lat mniej więcej co roku będziemy mieć jakąś marvelowską ekranizację komiksu w kinach. Comic Cony oznaczają też, że przez najbliższe 2 tygodnie internet będzie pełny filmików i gifów ze spotkań ekip z fanami. To akurat dobra wiadomość dla bywalców Tumblra ;)
I jeszcze jedno. Wczoraj był ważny dzień. Powtarzam WAŻNY. Otóż, pewien obywatel Wielkiej Brytanii obchodził swoje 38 urodziny, co sprawiało, że gdziekolwiek pojawialiście się w internecie wyskakiwał nam Benedict Cumberbatch. Myślę, że już najwyższy czas, by Wielka Brytania uczyniła z tego święto narodowe i dzień wolny od pracy. I muszę też wspomnieć, że ów szanowny Anglik zjawi się na Comic Con z racji promocji filmu Pingwiny z Madagaskaru, gdzie udziela głosu jednej z postaci (nie, nie pingwina, chodzi o jakiegoś "złego"). Czy muszę dodawać, że to dobra wiadomość?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz