Długo się wahałam, tak samo długo zwlekałam, ciągle rozmyślałam, czy to dobry pomysł, ale w końcu nadszedł dzień, TEN dzień i... aktywowałam blog, który pogrzebałam w pamięci jakiś rok temu, nie wierząc, że może z tego coś wyjść (w sumie nadal nie wierzę, ale próbować trzeba i być pewnym niż zadręczać się, że mogliśmy spróbować, tylko coś nas powstrzymywało). A przynajmniej nie coś, z czego będę zadowolona. Wiecie, jak to jest. Chcecie się podzielić czymś, pokazać bliskim i światu, jak świetną książkę właśnie czytacie, jak genialny film widzieliście poprzedniego wieczoru lub jak fascynujący kawałek muzyki właśnie odkryliście, ale coś Was powstrzymuje. Pewna blokada przed uzewnętrznieniem własnych przeżyć, emocji, uczuć, myśli. Nie wiadomo, skąd się bierze, nie wiadomo dlaczego. I nagle opuszcza Was jakakolwiek ochota na pisanie czy publikowanie swoich wypocin. Tak ma wielu ludzi. Jednak gdyby to było wszystko, może dałoby się to stosunkowo łatwo i szybko przeskoczyć czy ominąć. Ale do tego dochodzi jeszcze jedna, przerażająca rzecz - świadomość, że nie jesteśmy perfekcyjni. Przede wszystkim w pisaniu. Inni robią to lepiej, inni wiedzą lepiej, inni są chętniej czytani, inni mają lepszy styl, inni... Jednym słowem - inni są świetni, a my możemy co najwyżej udać się w kąt, okryć kocem i zamilknąć. I to również jedna z tych myśli, które jak już raz zagnieżdżą się w głowie, to nie dość, że nie chcą wyjść, to jeszcze zatruwają cały entuzjazm z tak miłej myśli jak "super, dziś założę bloga!". I całą radość szlag trafia. Tak właśnie toczyła się moja blogowa "kariera", a właściwie jej brak, póki nie trafiłam na wpis pewnej blogerki, która nie dość, że ma dysortografię (wyobrażacie sobie blog dysortografika? no właśnie), to jeszcze śmie prowadzić całkiem znanego, popularnego bloga. No kto to widział, by ktoś nieumiejący poprawnie pisać, brał się za pisanie bloga! No ale ponieważ los bywa przekorny i pokazuje, że chęci nie zawsze idą w parze z umiejętnościami (co szczerze mówiąc daje zazwyczaj bardzo ciekawy efekt), to owa Pani kontynuowała swoje pisanie póty, póki nie stała się bardzo znaną blogerką (której obce są przecinki i ortografia) i przykładem, że nie trzeba być mistrzem w tworzeniu perfekcyjnie dopracowanych w każdym słowie postów, bo grunt to zabawa, jaką z tego czerpiemy i sam fakt, ze w końcu dajemy jakiś upust tym wszystkim kłębiącym się myślom w głowie. Poza tym nie perfekcja jest tu najważniejsza, ale chęć bycia lepszym, choć niekoniecznie. Bo przede wszystkim robimy to dla samych siebie. I nie możemy się tego bać. Co najwyżej nikt tego nie przeczyta. Nic nie tracimy. Z tak pozytywnym nastawieniem spróbowałam jeszcze raz i dokończyłam tworzenie oprawy wizualnej (bądźmy szczerzy - nie jest może najlepiej, ale mam czas się wyrobić i wykazać kreatywnoscią) i tak mamy ten oto, przydługi, nudnawy wstęp.
No dobra, idźmy dalej (i zignorujmy fakt, że jest 1 w nocy, a mnie chce się już spać). O czym to będzie? O czym będzie ten blog? I w tym momencie mogę rozłożyć ręce, uśmiechnąć się i pogratulować pytania, gdyż sama nie wiem. Co mi w duszy gra. No właśnie mnie gra dużo rzeczy, nieraz zbyt dużo, by jedna głowa mogła je pomieścić. I dlatego musiałam się w końcu przełamać i zacząć pisać. Bawiąc się w jasnowidza, mogę jedynie powiedzieć, że prawdopodobnie będzie dużo o filmach, książkach, muzyce, ludziach i... no zobaczymy, co dalej. Ach, i jeszcze jedno - zestawienia. Najlepiej zapowiadający się aktorzy, najbardziej fascynujący muzycy, reżyserzy, dla których zawsze pójdę do kina, ulubione dzieła kina offowego, najciekawsze książki, jakie dane mi było przeczytać itp. Serio, kocham listy i wszelkie zestawienia. W jednym poście można poznać tak dużo ekscytujących rzeczy. Oczywiście nie od każdego oczekuję tego samego entuzjazmu wobec wytworów popkultury, ale jeśli przybliżę Wam choć trochę pewnych rzeczy zasługujących na uwagę, a Wy przekonacie się do nich i zobaczycie coś więcej, uznam to za swój osobisty sukces. Byłoby fajnie znaleźć w czymś, co jest dla nas źródłem rozrywki, również coś głębszego i zaobserwować choćby mentalność ludzi na przestrzeni czasu.
No dobra, dajmy już temu spokój. Pożyjemy, to zobaczymy, w jakim kierunku ten blog będzie ewoluował. Póki co obmyślam pomysł na pierwszy wpis (no wiecie, taki prawdziwy wpis, a nie gadaninę co, jak i czemu) i miejmy nadzieję, że kilkudniowy reasearch się powiedzie. I nie ukrywajmy - 1 w nocy to jednak pora snu. Z czego oczywiście w tej chwili skorzystam.
Hej! :) Chyba wiem jaką popularną blogerkę z dysortografią masz na myśli, też bardzo lubię ją czytać. Trzymam kciuki za Twojego bloga, nie zniechęcaj się, pisz o wszystkim co Ci w duszy gra, jak to ujęłaś.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia!!! :)
O rany, jak mi miło :) Dziekuję, Lukrecjo za te miłe słowa i dziękuję, że rzuciłaś okiem. Nie spodziewałam się :) A co do tej blogerki to rzecz jasna, chodzi o Zwierza Popkulturalnego. Ale jego (ją) czytają chyba wszyscy, którzy choć trochę interesują się kinem lub po prostu filmami ;)
UsuńPozdrawiam! :-*